Moniaki już na INSTAGRAMIE! 👈 kliknij i obserwuj
OSZCZĘDZANIE

Pierwszy krok by uprościć finanse w związku

Zamieszkanie ze swoim partnerem to cudowny etap związku. Wydaje się, ze zawsze wszystko będzie bezproblemowe i we wszystkim będziemy się zgadzać, tak jak do tej pory. Jednak czeka nas sporo poważnych rozmów, w tym jedna bardzo ważna, która dotyczy bezpośrednio finansów, tzn. czy będziemy mieć wspólne konto, czy każde z nas swoje.

Ja z moim mężem jestem już po tym etapie i chętnie podzielę się z Wami naszymi przemyśleniami.

Randki to pierwsze sygnały

Dla większości par wspólne zamieszkanie to pierwsze poważne podejście do rozmów na temat pieniędzy. Randki są pierwszym sygnałem, pokazującym jak druga osoba traktuje pieniądze i jakie ma do nich podejście. Czy płaciliśmy po połowie, czy może na zmianę, a może to jedna strona płaciła częściej, bo np. zarabia więcej? Zamieszkanie razem to już, choć częściowo, wspólny budżet (chyba nie chcecie się rozliczać z każdej bułki, czy dzielić półek w lodówce?).

Oczywiście, możemy założyć, że jakoś to będzie i nie rozmawiać o tak “przyziemnych sprawach”. Przecież do tej pory każde z nas opłacało swoje wydatki. Ale chyba nie chcecie by wasze życie było zdominowane przez pieniądze i ciągłe kłótnie o nie?

Wspólny budżet – z czym to się je

Razem z mężem ustaliliśmy, że będziemy prowadzić wspólny budżet i z niego opłacać wszystkie rachunki za wynajem mieszkania, karty miejskie oraz wydatki na jedzenie i samochód. Ustaliliśmy, że będziemy przeznaczać, proporcjonalnie do naszych zarobków, ustaloną kwotę na wspólny budżet. Plus każdy będzie miał do dyspozycji część swojej pensji, a reszta pójdzie na konto oszczędnościowe.

Doszliśmy do wniosku, że wpłacanie po równo jest niesprawiedliwe, bo jeśli jedna osoba zarabia więcej, to powinna również więcej dokładać. Zdaję sobie sprawę, że ten temat jest dyskusyjny i wrażliwy, jak każdy temat związany z pieniędzmi. Dla przykładu: mąż zarabia 4 tys. a żona 2 tys. – na życie wydają 4 tys. Jeśli oboje wpłacaliby po 2 tys. – żonie nie zostaje nic, a mężowi 2 tys. Natomiast, jeśli zdecydują się na wpłacanie proporcjonalnie, to żona wpłaca 1 340 zł, a mąż 2 660 zł, dla każdego z nich zostaje część na prywatne wydatki.

Gdybyśmy chcieli to przedstawić matematycznie:
małżonkowie wspólnie zarabiają 6 tys. (żona 2 tys. i mąż 4 tys.), a na wspólne życie wydają 4 tys. Te 4 tys. stanowi 67% łącznych zarobków i po tyle każdy dokłada do wspólnego budżetu ze swojej pensji. Podobnie mogą również ustalić budżet na prywatne wydatki (np. 10% swojej pensji – żona będzie miała do dyspozycji 200 zł, a mąż 400 zł).

Wspólne konto…

Kolejnym krokiem było ustalenie, gdzie będziemy trzymać pieniądze przeznaczone na wspólny budżet. Pierwsze co nam przyszło do głowy to wspólne konto. Ma ono sporo zalet, jak choćby to, że wszystkie pieniądze wpływają na jedno konto i łatwiej je rozdysponować na życie czy oszczędności. Łatwiej jest prowadzić budżet, gdy mamy wszystko w jednym miejscu. Nie musimy pilnować warunków bezpłatności kilku kont.

Jednak takie rozwiązanie ma też kilka wad, które okazały się dla nas dość znaczące, np. w razie awarii banku zostajemy bez środków. Jeśli chcę kupić coś bez wiedzy męża, np. prezent na jego urodziny, muszę kombinować i np. zapłacić gotówką, którą wcześniej wypłacę (ale z wypłaty w bankomacie również musiałabym się “wytłumaczyć”), a ja nie chcę, by mój mąż wiedział, ile kosztował jego prezent 🙂

… czy może dwa osobne?

Zastanawialiśmy się: każde z nas miało swoje prywatne konto bankowe i może tak to zostawimy? Nie trzeba dopełniać dodatkowych formalności (iść razem do banku, by założyć wspólne konto). Mogę coś kupić mężowi i zrobić niespodziankę. Nie muszę się rozliczać z każdego wydatku, jak np. fryzjer, czy wyjście z koleżankami na kawę.

Z kolei mąż, wydając na swoje hobby, nie słyszy ode mnie, że znowu wydaje pieniądze na głupoty. W razie awarii w którymś z banków, możemy skorzystać z drugiego banku.

Ale z drugiej strony, takie rozwiązanie ma niestety swoje wady, jak np. pilnowanie warunków bezpłatności dwóch kont albo ponoszenie kosztów za prowadzenie dwóch rachunków. Nie do końca wiemy, ile pieniędzy nam zostało na wspólne wydatki (ja częściej robię małe zakupy, a mąż płaci za wynajem). Mielibyśmy problem, by nie pomieszać wspólnych pieniędzy i tych prywatnych. Dodatkowo, niektórzy uważają, że to nie jest związek, skoro mamy każde swoje konto, bo przecież wszystko powinno być wspólne.

A może jest trzecia opcja?

U nas ani wspólne konto ani osobne nie sprawdzałyby się, dlatego połączyliśmy ze sobą te dwa rozwiązania. Obecnie każdy z nas ma swoje konto, na które spływają pensje, a dodatkowo mamy wspólne konto, na które przelewamy co miesiąc uzgodnioną kwotę przeznaczoną na wspólne wydatki.

Jest to obecnie idealne rozwiązanie dla nas. Wiemy dokładnie ile pieniędzy nam zostało do końca miesiąca, nie mieszamy wspólnych ani prywatnych środków. Dzięki temu łatwiej “zapanować” nam nad domowym budżetem, ale jednocześnie każde z nas ma świadomość, że dysponuje swoimi prywatnymi środkami, które wydaje na co chce.

A jak to wygląda u was? Jak rozwiązaliście kwestię budżetu oraz kont bankowych?

Otrzymuj informacje o nowych promocjach - polub nas na FB:

Napisz komentarz