Moniaki już na INSTAGRAMIE! 👈 kliknij i obserwuj

Możesz zarabiać milion dolarów rocznie i być biedny…

[sharify]

Tak, to prawda, możesz zarabiać milion dolarów rocznie i być biedny, jeśli w międzyczasie wydasz 990 000.

Kilka dni temu Dominika w swoim artykule wspomniała książkę Roberta Kiyosaki. Wtedy i mnie przypomniała się zasada, która mocno utkwiła mi w pamięci podczas lektury tej książki. Mianowicie: Nie liczy się ile zarabiasz, liczy się to, ile zostaje w Twoim portfelu na koniec miesiąca.

Rozumieją to doskonale przedsiębiorcy. Przychód NIE równa się zysk. Po 6 latach doświadczenia w marketingu internetowym wiem, że zrobić milion złotych sprzedaży rocznie to nie jest wielki problem. Problem pojawia się, kiedy na pozyskanie klientów wartych milion złotych trzeba wydać 990 000 zł (albo 1,2 mln).

Ale pieniądze, które zostają w naszej kieszeni są ważne nie tylko w biznesie. Przekonałem się o tym boleśnie 2 lata temu.

park-avenue-209732_1920

Ale zanim…

Zanim przejdę do mojej historii, chcę jeszcze uzupełnić wymienioną powyżej zasadę, abyśmy się dobrze rozumieli. Chodzi w niej o to, że wolność i możliwości dają nam tylko pieniądze, które rzeczywiście posiadamy i którymi możemy swobodnie dysponować.

Jeżeli pierwszego dnia miesiąca dostajesz pensję i do 30. oddajesz całe swoje pieniądze innym ludziom (na rachunki, jedzenie, przyjemności) to jesteś tylko “przekaźnikiem” pieniędzy. Małym trybikiem w obrocie gotówkowym świata. Równie dobrze mógłbyś się umówić z pracodawcą, aby opłacił Ci rachunki, a Ty pracowałbyś za darmo. ZA DARMO. Mam nadzieję, ze działa to na Twoją wyobraźnię.

Wg Roberta Kiyosaki, i pod tym względem akurat się z nim zgadzam, jesteś na tyle bogaty na ile mógłbyś teraz przestać pracować i pozostać na obecnym poziomie życia. Jeśli Twoje oszczędności pozwoliłyby Ci na 6 miesięcy życia to gratuluję! Jesteś wśród nielicznej elity Polskiego społeczeństwa. Niestety większość osób nie ma żadnych (!) odłożonych pieniędzy i już po tygodniu bez pracy musiałby błagać bliskich o pomoc. To nie jest bogactwo i wolność o jakie mi – i mam nadzieję, również Tobie – chodzi!

No ale wróćmy do mojej historii.

Było to tak…

Jeszcze kilka lat temu prowadziłem spokojne życie w niewielkiej miejscowości klasy B. Włocławek – moje rodzinne miasto. Spokojny żywot szarego śmiertelnika – pracowałem, wynajmowałem mieszkanie, czasem poimprezowałem.

Solidnie przykładałem się do swoich obowiązków zawodowych i przyszedł okres, w którym dostałem dwie podwyżki. Najpierw zacząłem zarabiać 3 500 zł, a kilka miesięcy później aż 5 000 zł miesięcznie.

Byłem pewien, że złapałem Pana Boga za stopy. Co miesiąc odkładałem prawie 2 000 zł na konto oszczędnościowe i przestałem martwić się o pieniądze.

Aż do tego pamiętnego dnia …

Cóż… Dobrze zarabiałem, przeprowadziłem się do Stolicy, którą pokochałem od pierwszego wejrzenia, i cieszyłem się życiem. Jeden miesiąc, drugi miesiąc, trzeci miesiąc… Ale coś było nie tak. Moje zestawienia finansowe wciąż się nie spinały. Miesiąc w miesiąc byłem na minusie, a moje oszczędności topniały w oczach.

Nie ma się co dziwić – ponad 2 razy droższe mieszkanie, dodatkowe koszty dojazdów, nowy styl życia, meblowanie nowego mieszkania. Wydatki pożerały moje pieniądze. Straciłem poczucie bezpieczeństwa i zrozumiałem, że duże zarobki to kwestia całkowicie relatywna. Liczy się to ile rzeczywiście zostaje w Twoim portfelu na koniec miesiąca.

Kwota, która była małym majątkiem w rodzinnym mieście, okazała się być zbyt mała na styl życia, jaki wymarzyłem sobie w Warszawie.

Na całe szczęście…

Całe szczęście szybko wyłapałem swój błąd, wyciągnąłem wnioski, ograniczyłem wydatki, zacząłem szukać nowych sposobów na zarobki.

Wszystko skończyło się happy endem. Zacząłem odbudowywać swoje zabezpieczenie finansowe i na całe życie zapamiętałem, że duże zarobki to nie wszystko – trzeba jeszcze kontrolować co dzieje się po stronie kosztów. W przeciwnym razie można zarabiać milion dolarów rocznie i zostać bankrutem.
[sharify]