Behind the blog: (nie)Typowy piątek trzynastego, który pozwolił nam przejąć 23% rynku promocji bankowych [historia]

Tak, zgadza się. Jesteście potężną społecznością, której banki nie powinny ignorować. W ostatniej promocji Nest Banku z voucherem do Decathlonu zdążyliście złożyć 226 wniosków o konto (na 1000 możliwych).

Można śmiało powiedzieć, że wspólnymi siłami przejęliśmy 23% rynku promocji bankowych. Piszę „wspólnymi siłami” bo bez Was – bez zaangażowanych i wspierających czytelników – nigdy nie byłoby to możliwe. Dziękujemy.

Oczywiście jedna promocja o niczym nie świadczy. Te 23% warto traktować z przymrużeniem oka. Jednocześnie świetnie to obrazuje, że z małego bloga, którego nikt nie czytał, staliśmy się znaczącą siłą w internecie.

Ale ja nie o tym dziś chciałem…

W ramach podziękowania za Wasze zaangażowanie chcę dziś pokazać, jak zza kulis wyglądała cała ta promocja. Chcę pokazać Ci, w jakich warunkach powstawał tekst, co zrobiliśmy dobrze i jakie błędy popełniliśmy po drodze. Może to klątwa piątku trzynastego? 🙂

cat-1233048_1280_1

A jeśli spodoba Ci się taka forma zaglądania przez ramie do tego co dzieje się w naszym zespole, to zostaw komentarz na dole. Ja chętnie będę tworzył więcej takich relacji zza kulis, tylko musicie mi dać znać, że to dla Was jest ciekawe.

Dawno, dawno temu…

…no dobra, wcale nie aż tak dawno. Było spokojne piątkowe popołudnie. 13 stycznia (piątek trzynastego! a jednak spokojny…).

Dzień jak co dzień. Dość szybko skończyłem tego dnia pracę, a popołudniu planowałem odpocząć. W weekend czekała mnie szkoła (uczę się w „szkole biznesu” ASBiRO) i chciałem na spokojnie przygotować się do zajęć.

Wszystko szło jak z płatka aż do godziny trzynastej z minutami (nie dość, że piątek trzynastego to jeszcze godzina trzynasta!). Wtedy dostałem informację, że właśnie rusza promocja Nest Banku z voucherem na 80 zł do Decathlonu.

Pamiętałem doskonale, że poprzednia promocja Nest Banku zakończyła się w 30 godzin, więc nie mogłem zostawić tego tematu na poniedziałek. Wiedziałem, że dla dobra czytelników muszę opisać to jeszcze dziś…

Sztuka pisania z córką na kolanach

Logistyka na ten dzień nie była łatwa. Dokończyłem co miałem do zrobienia, przejrzałem szybko regulamin promocji, wypisałem z niego najistotniejsze fakty i co najważniejsze upewniłem się, że nie ma tam żadnego haczyka.

Nim się obejrzałem trzeba było iść odebrać córkę ze szkoły. Zakupy, obiad, lekcje… A z tyłu głowy świadomość, że MUSZĘ dziś napisać ten tekst.

Napisałem Pawłowi na naszym wewnętrznym komunikatorze, że będzie gotowy do 22.00, Odpowiedział, że lepiej wcześniej, żeby jeszcze dziś czytelnicy zdążyli go przeczytać i skorzystać z promocji. Racja, trzeba zrobić to wcześniej – pomyślałem.

Szybko wypełniłem swoje domowe obowiązki, znalazłem Oliwii angażujące zajęcie i zabrałem się za pisanie. Łatwo nie było bo co i rusz przychodziła mówiąc „już mi się to znudziło”. Chciała spędzić czas ze mną. Szukała uwagi.

Trochę posiedzieliśmy razem, trochę popatrzyła jak piszę. Uwijałem się najszybciej jak mogłem, dbając jednocześnie, aby nie popełnić błędu. Rzetelność jest u nas zawsze na pierwszym miejscu.

Ufff… skończone, ale…

O 19.14 skończyłem pisać. Niby koniec pisania, ale… pisanie to nie wszystko.

Od razu po skończeniu poprosiłem Pawła o przeczytanie i sprawdzenie tekstu. Ustaliliśmy taką wewnętrzną zasadę, że zanim tekst trafi do czytelników musi być przeczytany przez minimum 2 osoby. W ten sposób eliminujemy literówki, drobne błędy i nadszarpnięcie naszego wizerunku jakimiś większymi nieścisłościami w tekście.

Często taki feedback drugiej osoby pomaga uprościć tekst, napisać coś jeszcze bardziej zrozumiale albo usunąć zbędne wtrącenia, które tylko zabierałyby czas czytelnikowi.

Trudny sprawdzian

Feedback od zespołu zawsze jest cenny, jednak prawdziwy test dla jakości artykułu nadchodzi, kiedy trafia on do czytelników. O 19:31 opublikowałem informację na fanpage.

2017-01-24_1350

Łącznie zebraliśmy 39 lajków, 4 szery i 34 komentarze. Bardzo dobry wynik, ale…

Nie obyło się bez drobnych potknięć.

Kiedy kopiowałem szablon artykułu zapomniałem podmienić link do regulaminu. W kilka minut wyłapaliście błąd, a ja równie szybko go naprawiłem.

Promocja bardzo Wam się spodobała, a już o 19:46 w naszym panelu pojawiła się informacja o pierwszej osobie, która wzięła udział w tej promocji. Przyznać się, kto był taki szybki? 🙂

Zmiana warty

Tekst trafił do czytelników. Ja zająłem się córką, a na scenę wkroczyli Dominika i Paweł. Dominika sumienie opiekowała się Waszymi pytaniami, odpowiadając na nie tutaj na blogu oraz na facebooku.

Na szczęście promocja była mega łatwa, a regulamin napisany jednoznacznie, więc nie było żadnych „zagadek” do rozwikłania. A musisz wiedzieć, że Dominika jest specjalistką od rozwiązywania takich zagadek 🙂

W tym czasie Paweł opracował strategię promocyjną i przygotował pierwsze reklamy, aby z informacją o tej świetnej promocji dotrzeć do jak największego grona czytelników.

Każdy z nas miał z tyłu głowy świadomość, że ta promocja może skończyć się bardzo szybko. Musieliśmy się zmobilizować i działać sprawnie mimo późnej pory. Każda godzina obsuwy oznaczała, że mniej osób dowie się o tej promocji.

Następnego dnia pojechałem na wykłady wiedząc, że blog jest w dobrych rękach. Zdążyliśmy się już mocno zgrać przez te prawie 2 lata wspólnego blogowania.

…i żyli długo i szczęśliwie

Niestety (a może raczej stety!) w tej promocji nie trafiły się żadne dramatyczne przeszkody. Nie ma żadnych pikantnych szczegółów, które mogłyby uatrakcyjnić ten opis. Zainteresowanie kampanią było spore, a ilość pytań w komentarzach i wiadomościach umiarkowana (nie trzeba było siedzieć po nocach).

Promocja miała trwać do 28.02.2017, ale tak jak przewidywałem została zakończona wcześniej. Rankiem 18 stycznia (po 4 dniach) wyczerpany został limit wniosków promocyjnych, a Paweł wyłączył wszystkie reklamy.

Do promocji, za pośrednictwem naszego bloga dołączyło 226 osób (na 1000 kont dostępnych w ramach promocji), co daje ostatecznie 23% naszego udziału w rynku. Dużo to i mało jednocześnie…

Dużo, bo jeszcze rok temu byliśmy małym blogiem, który dopiero zaczynał raczkować. Wiele się zmieniło i daje to nam wiele radości. Dziś mamy ponad 15 000 fanów i rzesze wiernych czytelników, którzy chętnie korzystają z promocji.

Dołącz do naszej społeczności na facebooku:

Jednocześnie 23% to mało, bo mamy naprawdę wielkie ambicje. Kiedy podrzuciłem pomysł na ten artykuł, Paweł skwitował, że mimo 23%, on czuje niedosyt i może nie warto o tym pisać. Rozumiem go doskonale, bo ja również będę usatysfakcjonowany dopiero, kiedy będziemy TOP 1 w Polsce, a kiedyś może i na świecie…

Otrzymuj informacje o nowych promocjach - polub nas na FB:

 

komentarze 2

  1. Karol napisał(a):
    Ciekawy wpis. A jeszcze tak podpytam z ciekawości gdzie sie reklamowaliscie? Ile to kosztowało? (Chociaż orientacyjnie czy kilkadziesiąt, kilkaset czy tysiące złotych). Jaką była skuteczność tzn ile wniosków było z ruchu organicznego a ile z reklamy? Fajnie jeśli dodacie tych kilka informacji.
    • Moniaki.pl - Robert napisał(a):
      Witaj Karolu. Raczej nie chciałbym się uzewnętrzniać ze wszystkimi szczegółami. Mogę za to odpowiedzieć Ci, że od samego początku filarem naszego bloga jest płatna reklama. Gdybyśmy puścili to tylko organicznie, to osiągnęlibyśmy max z 20% opisanego w artykule wyniku. Pozdrawiam!

Napisz komentarz